"Mistrz" to połączenie prostej narracji z nowoczesną, dynamiczną grafiką. To książka zarówno dla tych dzieci, które znają już Witolda Lutosławskiego i chcą wiedzieć więcej, jak i dla tych, które nigdy o nim nie słyszały.

Te kilkadziesiąt stron sprawia, że pozornie trudna muzyka genialnego kompozytora okazuje się fascynująca. Trudno się oderwać od tej opowieści.

(prof. Wojciech Rajski - dyrektor artystyczny

 

RECENZJE

Najstarsza: - O czym ta książka?

Mała czcionka: - O Witoldzie Lutosławskim.

Najstarsza: - Nuuuda!

Rzut oka na okładkę.

Najstarsza: - Oooo, Anna Czerwińska-Rydel. Fajnie!

I tak Anna Czerwińska-Rydel otrzymała w naszym domu przydomek "Pani od biografii". Niebywałe, bo my, którzy po biografie sięgamy rzadko, wpadliśmy w jej książki, jak śliwka w kompot (tu więcej o książce "Mój brat czarodziej"). Na dodatek wizyta "Mistrza" zbiegła się w czasie z pojawieniem się w naszym odtwarzaczu najnowszej płyty Doroty Miśkiewicz z kompozycjami Lutosławskiego do wierszy Juliana Tuwima. Od dwóch tygodni słuchamy z uwagą i szukamy klucza do zrozumienia tych utworów. Nie jest łatwo. Dopiero w książce znajdujemy odpowiedź dlaczego. Udziela nam jej sam Lutosławski, szczerze i bez ogródek.

[...] dawno, dawno temu, kiedy żył na przykład Jan Sebastian Bach, kompozytorzy tak układali dźwięki w swoich utworach, żeby wszystkie pojawiające się brzydkie brzmienia były jakoś złagodzone i obłaskawione. [...] Dzisiaj kompozytorzy sięgają już nie tylko po brzmienia miłe dla ucha".

Niewiarygodne, ale Anna Czerwińska-Rydel ma dar ubierania narracji o sławnych osobach w takie słowa, że nie wieje nudą. Zdejmuje sławnych z piedestału, przedstawia w realnych sytuacjach, ale nie słodzi. Wcale nie namawia, żeby ich polubić. Jest szczera i tym budzi zaufanie. Lutosławski w jej książce jest sympatycznym panem, który mówi niejasnym językiem i tworzy brzydką muzykę. Pokazuje go oczami kilkuletniej dziewczynki, małej Ani Czerwińskiej, która jako młoda redaktorka gazetki szkolnej przeprowadzała wywiad z Mistrzem. Powinnam właściwie napisać pokazują, ponieważ tę książkę sygnuje dwóch autorów, ale ciągle o tym zapominam, bo nie czuć żadnego rozdźwięku, książka utrzymuje styl i charakter dotychczas wydanych przez autorkę książek.

Patrząc na odbiór płyty przez moje dzieci, myślę sobie, że "Mistrz" nie przyczyni się raczej do rozpropagowania muzyki kompozytora wśród najmłodszych. Na pewno jednak sprawi, że jego nazwisko przestanie być pustym hasłem w ency... przepraszam w Wikipedii.

Książka przyciąga też piękną oprawą graficzną duetu Agata Dudek i Małgorzata Nowak - odważną jak muzyka Lutosławskiego.

Mała czcionka

 

Anna Czerwińska-Rydel jest mistrzynią w konstruowaniu opowieści biograficznych dla dzieci. Na każdą postać ma inny pomysł, do każdej inaczej podchodzi, obdarza ją osobowością, emocjami, tworzy wokół niej cały kontekst historyczno-kulturowy. Potrafi zafascynować każdego.

I oto kolejna książka, napisana wraz z mężem - muzykiem, Pawłem Rydlem, pt. "Mistrz. Spotkanie z Witoldem Lutosławskim". Rok 2013 był poświęcony pamięci światowej sławy kompozytora, stąd pojawiło się kilka publikacji, skierowanych także do młodszych czytelników. "Spotkanie" to dobre określenie, gdyż jesteśmy świadkami jednej rozmowy przeprowadzonej przez dziewczynkę z kompozytorem tuż po koncercie w filharmonii. Ania, bo tak ma na imię, redaguje szkolną gazetkę i na jej potrzeby przeprowadza wywiad z Mistrzem.

Rozmowa nie jest długa, ale pozwala wychwycić najważniejsze fakty: kiedy Lutosławski zaczął uczyć się grać na instrumencie, kiedy postanowił komponować oraz co stworzył i czym się kierował w swoich kompozycjach. Bardzo obrazowo opowiada o współgraniu różnych dźwięków i aleatoryzmie kontrolowanym - charakterystycznej cesze jego utworów, pozwalającej muzykom w orkiestrze na pewną dowolność - zagranie fragmentu bez dyrygentury, wedle własnego uznania.

Nadanie powieści formy rozmowy, na dodatek z dzieckiem, sprawia, że książkę lekko się czyta, jest zrozumiała, mimo pojawiających się trudnych i nieznanych pojęć. Ania nie boi się nawet zapytać, dlaczego Mistrz tworzy taką brzydką muzykę... Po wysłuchaniu odpowiedzi wszystko staje się jasne.

Nie bez znaczenia jest fakt, że państwo Rydlowie są wykształconymi muzykami. To pozwala im, jak sądzę, z łatwością mówić o muzyce, nawet opisywać dźwięki, obrazować kompozytorskie niuanse. Do tego pisać językiem zrozumiałym dla dzieci. To cenna rzecz! Do tego ilustracje, których jest bardzo wiele. Stworzył je duet z Acapulco Studio: Agata Dudek i Małgorzata Nowak. Zielony, różowy, granatowy - to zestaw barw, który towarzyszy czytelnikowi od okładki do... okładki. Na ilustracjach, nowoczesnych i niedosłownych, ożywają dźwięki i instrumenty. Trudno przecież narysować muzykę, więc obowiązuje tu duża swoboda, ale jest to jednak spore wyzwanie dla artysty. Tutaj fala dźwiękowa wpada do ucha, z fortepianu płyną, niczym drobne podmuchy wiatru, barwne plamy, znajdzie się tu także kilka muzycznych symboli. I tylko raz pojawia się sam Mistrz we własnej osobie - na końcu książki, uśmiechnięty starszy pan siedzi przy fortepianie. Nawet nie widać całej jego postaci, bo część zasłania barwna ilustracja, właściwie zdjęcie jest tylko jej częścią.

Można więc stworzyć lekką, nieprzeładowaną faktami powieść biograficzną dla dzieci, w dodatku bogato ilustrowaną, a w tych obrazach nie opisywana postać jest głównym tematem, ale to, czym się zajmuje... ożywianiem instrumentów, kreacją nowych dźwiękowych bytów, które wiodą własne życie. Ta książka trafia do mojego domowego panteonu literackiego. Polecam gorąco!

Agata Hołubowska

wydawnictwo Muchomor

data wydania 2013

oprawa twarda

liczba stron 52