Każdy z nas boi się szpitala, chociaż wszyscy wiemy, że czasem jest niezbędny. Ratuje zdrowie i życie, a jednak unikamy go jak ognia.

Jak oswoić dziecko z chorobą? Co z robić, żeby szpital stał się miejscem przyjaznym? W jaki sposób rozmawiać z najmłodszymi o trudnych sprawach: chorobie, śmierci, lęku?

Książka "Jak rumianek" powstała z myślą o dzieciach - tych chorych, które muszą często długo przebywać w szpitalu i tych, które jeszcze nigdy w nim nie były, a myślą o nim z lękiem. Powstała też z myślą o rodzicach, dla których choroba dziecka zawsze jest bardzo trudna. To książka, która działa jak rumianek - uspokaja, koi, leczy.

Dla dzieci w wieku 3-10 lat oraz ich rodziców.

 

RECENZJE

Matricaria chamomilla. Oj, jak dobrze znamy bajkę o kreciku, który po całym świecie szuka lekarstwa dla swojej przyjaciółki, myszki. W końcu okazuje się, że znaleźć je można na pobliskiej łące, a ukryło się pod postacią niepozornej roślinki - rumianku. Tą samą bajkę zna Kamil, główny bohater i narrator najnowszej książki Anny Czerwińskiej-Rydel "Jak rumianek". Tylko dla Kamila "krecikowa" historia o lekarstwie ma jeszcze większe znaczenie niż dla nas. Kamil jest bardzo chory i większość swojego młodego życia spędza w szpitalu.

Nikt nie lubi chorować. Nie mamy cierpliwości. Nie znosimy bólu. Denerwuje nas, że nie możemy robić wszystkiego, na co mamy ochotę. A co mają powiedzieć dzieci? Dzieci, które chorują tak bardzo, że muszą iść do szpitala? Przecież szpital to zamknięcie, to niesmaczne lekarstwa i całe dnie spędzane w łóżku. Okazuje się, że my dorośli sporo możemy nauczyć się od dzieci o chorowaniu.

Bohaterami książki "Jak rumianek" są właśnie chore dzieci. Dzieci, które znają szpital jak własną kieszeń. Dla których jest on drugim, a czasem pierwszym domem. Jedne są ciężko chore i myśl o śmierci jest im bliższa niż niejednemu dorosłemu, inne spędzają w szpitalu jakiś czas i zdrowe wracają do domu, do normalności.

Zaraz, zaraz. Przecież szpitalny świat to też normalność. To zabawa nauka, przyjaźnie, czasem i sprzeczki. To radości i smutki. "Szpital czasami potrzebny jest każdemu." - mówi młodym czytelnikom Kamil. Sam choruje na mukowiscydozę i nieobce jest mu cierpienie. Ale nie opowiada nam o tym w książeczce. Opowiada nam za to o innych dzieciach, o tym, jak pomaga im znosić niedogodności szpitalnej codzienności. Opowiada o mamie, o tym jak ona się strasznie martwi i chłopiec musi ją pocieszać. Bo Kamil jest jak tytułowy "rumianek". Choć sam potrzebuje lekarstw, potrafi być lekarstwem dla innych.

Fantastyczne w książce Anny Czerwińskiej-Rydel jest to, jak autorka wniknęła w świat młodego pacjenta i opowiedziała nam o szpitalu z jego punktu widzenia. "Nie wiedziałem, mamo, że w szpitalu można się bawić." - stwierdził po lekturze mój młodszy synek. "I udawać kosmonautów z inhalatorem. Też będziemy tak robić w domu!"

Kamil jest dzieckiem niezwykłym: opowiada najpierw o innych, na końcu o sobie, nie użala się, ma w sobie ogromne pokłady czułości i optymizmu. Dlatego właśnie warto przeczytać książkę wszystkim dzieciom - i tym, które nigdy szpitala nie odwiedziły, i tym, które podobnie jak Kamil muszą w szpitalu przebywać długo i często. "Jak rumianek" to także ważna lektura dla rodziców, choroba dziecka zawsze jest dla nich rudna do zrozumienia i zniesienia.

Książeczka jest też pięknie zilustrowanie i wydana. Biorę ją do ręki i wiem, że jest dobra i kojąca, jak rumianek.

Z radością i dumą dodam, że blog Mamaczyta.pl objął patronat nad książką.

gulgosia

 

Był czas, że dość często bywaliśmy z Krzysiem w szpitalu. Czas ten przepełniony był smutkiem, lękiem i poczuciem samotności. Wielki szpitalny gmach w mikroskopijnych salach zamyka sporo nieszczęść i osobistych tragedii. Odizolowanie od świata napawa strachem, a obserwowanie innych współtowarzyszy niedoli - przez oszklone ściany - nie nastraja pozytywnie. W takim momencie każde dobre słowo od innej osoby jest na wagę złota! Niewyspany, wyczerpany człowiek chłonie jak gąbka każdą pociechę, gest czułości... nawet ciepła herbata grzeje mocniej, gdy się cały dzień siedzi nad łóżkiem chorego. Pamiętam, że bardzo mi w szpitalu brakowało humoru, uśmiechu czy chociażby dłuższej rozmowy. Przy dziecku może przebywać, niestety, tylko jeden rodzic, więc cała komunikacja ze światem odbywa się mimochodem na korytarzu, przez telefon, w przelocie. Personel też zwykle skory do rozmów nie jest. Pozostawały inicjatywy własne. Jakoś bowiem trzeba umilić dziecku pobyt w szpitalu, oswoić z białym fartuchem i swoistym rygorem. Wenflony były więc pszczółkami, które trzeba co jakiś czas nakarmić, inhalator trąbą słonia, a lekarzy trzeba było zbadać na obchodzie, w czym pomagał zestaw małego doktora. Torbę szpitalną wypełniały książeczki, puzzle, samochodziki... Brakowało mi tylko lektury o pobycie w szpitalu. Mieliśmy jedną książkę, ale traktowała ona o chłopcu, który trafia do szpitala na krótki zabieg. Mocno odbiegała ona od naszej rzeczywistości. W książkowym szpitalu na oddziale było kolorowo, przytulnie, w wazonach stały kwiaty, a wokół łóżka gromadziła się cała rodzina. Dzieci wspólnie bawiły się, co zwykle jest nie do pomyślenia na zwykłym oddziale, gdzie dzieci raczej powinny być izolowane, bo zarazki, bo rotawirusy...

Książka Jak rumianek Anny Czerwińskiej-Rydel zapełniła lukę, która mi tak świeciła pustką. "W naszym szpitalu jest dużo dzieci. Wszystkie są chore, a ja lubię się z nimi bawić" - zaczyna opowieść Kamil, częsty bywalec szpitala, chory na mukowiscydozę. Jest płaczliwa Ola z gorączką, która boi się zastrzyków, Kasia, która nie lubi inhlacji, Konrad z zapaleniem płuc, w izolatce leży Stefan, na którego głowie rosną włoski jak u niemowlaka... Każdy ma swoją historię, każdy zmaga się z konkretnym choróbskiem, a jednak na ich twarzach często gości promienny uśmiech. Częściej niż u zatrwożonych rodziców. "Z mamami to tu w szpitalu jest w ogóle największy kłopot. One nic nie rozumieją, tylko ciągle się wszystkiego boją. Wczoraj, na przykład, przyszła do nas nowa dziewczynka. Weszła do świetlicy i zaczęła się z nami bawić. Wszystko było naprawdę super, aż nagle zajrzała jej mama i powiedziała >>nie płacz, Kalinko, mama tu jest<<. I Kalinka wtedy strasznie się rozpłakała. No i był koniec zabawy." Nierzadko to rodzice przekazują dzieciom swoje lęki. Kamil pokazuje, że choroba to nie koniec świata, można się do niej przyzwyczaić. Mama Kamila przyznaje, że to właśnie od niego uczy się dzielności. Chłopiec ma znaczące imię, bo pochodzące od łacińskiej nazwy kwiatu rumianku chamomilla. Rumianek działa przeciwzapalnie, kojąco... Taka jest właśnie ta lektura - spokojna, pełna cennych słów, które mają nas osowić, uspokoić albo wywołać delikatny uśmiech. Bo tylko humor może rozładować nasze napięte emocje.

"Postanowiłem Wam to wszystko opowiedzieć, żebyście wiedzieli, jak naprawdę jest. Szpital to miejsce, które czasem potrzebne jest każdemu. Babcia mówi, że nawet jeżeli ktoś bardzo choruje i wydaje mu się, że jest najbiedniejszy na świecie, dla kogoś innego może być jak rumianek."

Przeczytajcie z dziećmi Jak rumianek Anny Czerwińskiej-Rydel. To książka napisana z wielkim wyczuciem, nieprzerysowana, do zadumania. Dużym atutem są przepiękne ilustracje Artura Nowickiego, które doskonale towarzyszą tekstowi.

Małgosia

 

Do rozmów o tym, o czym trudno mówić

Anna Czerwińska-Rydel właściwie przyzwyczaiła już nas do dwóch rodzajów książek, jakie tworzy: biografii znanych osobistości, pisanych dla dzieci i książek o tematyce muzycznej (zgodnej z wykształceniem autorki). Nie są to oczywiście jedyne obszary, w których się porusza, a że człowiek jest z natury leniwy, to chętnie przykleja etykiety, by łatwiej się w świecie odnaleźć.

I nagle taka odmiana! To jak przebudzenie po zimowym śnie, wyjście z odrętwienia, które przypomina, że przyzwyczajenia nie zawsze są pomocne. Bowiem najnowsza książka pt. "Jak rumianek" w niczym nie przypomina poprzednich dokonań. Za to porusza jakże ważny temat - pobyt dziecka w szpitalu. Książki, które dotychczas czytałam na ten temat, skupiały się głównie na samym fakcie wyjazdu do szpitala i pierwszych chwilach - co spakować, czego można się spodziewać, wyjaśnieniu, kim jest lekarz, a kim pielęgniarka. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z czymś innym - z codziennym życiem oddziału dziecięcego.

 

Bohaterem książki jest Kamil (który jest "jak rumianek" i którego imię oznacza właśnie ten kwiat) i "jego" słowa prowadzą nas po poszczególnych salach. Chłopiec przedstawia czytelnikom swoje koleżanki i swoich kolegów cierpiących na różne choroby. Ktoś codziennie przyjmuje zastrzyki, ktoś jest podłączony do kroplówki, ktoś inny znów nie ma włosów, bo wypadły mu po lekarstwach. To są zwyczajne szpitalne sprawy, ale dla kogoś, kto nigdy nie miał z tym do czynienia, mogą być szokujące.

Jednak Anna Czerwińska-Rydel przedstawiła je z niezwykłą, charakterystyczną dla niej, delikatnością. Kamil choruje na mukowiscydozę - jest to jedna z częstszych chorób genetycznych, objawiających się niewydolnością układu oddechowego i pokarmowego. Jest niestety nieuleczalna, a wszelkie zabiegi prowadzą jedynie do zmniejszenia objawów i ich następstw. To dlatego mama Kamila tak bardzo się o niego martwi. Mimo że chłopiec ma świadomość powagi choroby, zachowuje optymizm i jeszcze pociesza mamę. Jest dzieckiem i przede wszystkim raduje się z każdego dnia. Z tego, że ma nową koleżankę albo że fajnie się bawił w szpitalnej świetlicy.

Rumianek ma działanie kojące. Tak działa Kamil na innych, tak działa ta książka na tych, którzy przebywają w szpitalu lub mają się w nim niebawem znaleźć. Oswaja z trudnym tematem. Takich książek powinno być więcej! Szczególnie jeśli zawierają dużo ilustracji i mogą być czytane także młodszym dzieciom. Tak jak w tym przypadku - Artur Nowicki zadbał o niestraszne przedstawienie szpitalnych realiów. Widać tu w większości uśmiechnięte dzieci. Łagodne kolory, wypełniające w nieco rozmyty sposób czarne kontury, trochę bajkowości - to wszystko odczarowuje szpital i sprawia, że patrzy się na niego bez bólu.

Polecam wszystkim dzieciom i rodzicom, nie tylko tym, nad którymi wisi groźba choroby.

Agata Hołubowska

wydawnictwo Bernardinum

data wydania 2013

oprawa twarda

liczba stron 36